Skip to content

Instantly share code, notes, and snippets.

Embed
What would you like to do?
Bad Polish sentences
https:// polona.pl/item/niespokojni,NTM0OTAxMzc/178/#info:metadata
https:// polona.pl/item/niespokojni,NTM0OTAxMzc/119/#info:metadata
https:// polona.pl/item/niespokojni,NTM0OTAxMzc/68/#info:metadata
https:// polona.pl/item/niespokojni,NTM0OTAxMzc/31/#info:metadata
https:// polona.pl/item/niespokojni,NTM0OTAxMzc/20/#info:metadata
https:// polona.pl/item/niespokojni,NTM0OTAxMzc/11/#info:metadata
Niebezpiecznik.pl
https://sjp.pwn.pl/slowniki/jak-si%C4%99-masz.html
https://www.opensubtitles.org/pl/subtitles/7724670/brooklyn-nine-nine-he-said-she-said-pl
https://www.opensubtitles.org/pl/subtitles/7716578/the-100-sanctum-pl
https://www.opensubtitles.org/pl/subtitles/7719533/guava-island-pl
https://www.opensubtitles.org/pl/subtitles/7723395/the-orville-sanctuary-pl
Open Subtitles: https://www.opensubtitles.org/pl/subtitles/7665545/z-nation-at-all-cost-pl
opensubtitles.org
open subtitles
A miałeś jakiś wybór?
Albo może pan stać, jeśli tak jest wygodniej
Ale nie zamierzałam tego powiedzieć
Ale pracuję nad alternatywnym planem
Ale tylko tyle możemy zrobić w zamian za nową broń
Bawcie się dobrze, pantoflarze
Chcieliśmy go najpierw obudzić, żebyśmy mogli porozmawiać
Ciąża byłaby dla Stelli prawdziwą katastrofą.
Co się z nimi stanie?
Co to jest?
Co tu się stało?
Dała mi koc, powiedziała, że się wszystkim zajmie.
Dla mnie brzmi dobrze
Dzięki temu nie patrzymy na to ciało jako na model anatomiczny.
Długo nie rozmawiałyśmy, a tylko tyle masz do powiedzenia?
Gdzie jest kierowca?
Gdzie możemy iść?
I jak to wyglądało?
Jak długo ma trwać to spotkanie?
Jeden z chłopaków znalazł naszą przyczepę, a raczej jej szczątki.
Jest to trudne do przetworzenia
Jestem przecież feministą
Jeśli nie śpisz, to znaczy, że ją znalazłem
Ktoś wie co to jest?
Lekarz kazał mi zmieniać pozycję, żeby nie zrobił się zakrzep
Macie tupet, żeby się tu pojawiać.
Mam nadzieję, że nasza sytuacja jest tam lepsza
Mam nadzieję, że twoje życie tutaj będzie tak samo szczęśliwe jak moje życie
Marzyłam, że razem z nim opuszczę wyspę
Masz pendrive'a, którego ci dałem?
Miejcie oczy dookoła głowy!
Moim zdaniem Rembrandt celowo tak to namalował.
Może weź parę dni urlopu
Mój ojciec oszczędził to na czas, gdy się obudziliśmy
Mówię do ciebie!
Nie byliśmy nigdy w życiu tacy bogaci.
Nie martw się.
Nie możecie nas tu zamknąć!
Nie, nie czuję się dobrze
Niebezpieczny zakręt przed tobą
Niektórzy z nas nigdy ich nie stracili
O co chodzi?
Obiecuję.
Oni żyją dla demokracji.
Opuścili nas
Pogoda dzisiaj będzie mroźna i wietrzna, należy się ciepło ubrać.
Posłuchaj.
Powiedziałem to przy innych mężczyznach
Pożałujecie tego.
Praktyka czyni mistrza
Proszę opowiedzieć, jak do tego doszło
Przez kilka godzin byłam poza zasięgiem.
Publicznie spotykamy się ponownie
Spotkałem ją raz
Spróbuj jeszcze raz.
Szukali innej planety
Tak naprawdę to chciałbym pojechać do Hagi.
Takie, które nawet w inkubatorze nie miałyby szans.
To była najpiękniejsza piosenka, jaką kiedykolwiek słyszałam
To nie są moje marzenia
Ulokowali panią w okropnej dziurze.
Wszyscy myśleli, że jestem szalony
Wyłącz światło w dużym pokoju.
Z wieloma uprawiałem seks
Zajmiemy godzinę i spotkamy się w jadalni
Zajmiemy się tym.
Zaletą bycia twoim sąsiadem jest to, że mam do dyspozycji dwie kuchnie.
Zamiast tego wrzasnęłam
Zawsze jest jakiś wybór.
Zbrzydnie im to bardzo prędko i całkiem przestaną się mną zajmować.
Ćwicz dalej!
Ładnie powiedziane.
"Może ma ukryte zalety" - pomyślał.
- A czy ktoś jeszcze wiem o tym?
- Bez kartki meldunkowej?
- Bez.
- Buruburu, ten stary portier.
- Co robi twój papa? - zapytał, bo lubił go.
- Coo? W jaki sposób wiedziałaś?
- Czy widzisz te krowy tam?
- Dwanaście.
- Dziś są moje urodziny.
- Dziś są twoje urodziny, więc zapraszam cię na lody.
- Hoooo. Jak gwiazdy - uśmiechnął się.
- I od mojego przyjazdu nie odgadujesz więcej?
- Ile lat kończysz?
- Ja panu coś powiem.
- Jak gwiazdy.
- Jak one wyglądają?
- Nie.
- Nim pan przyjechał, ja zawsze wiedziałam, z którego miasta są goście.
- Och, och! Nie wiem: mieszka w hotelu "Pod Różą".
- Powiesz mi podczas śniadania, czy mamusia ci pozwoliła.
- Proszę pana, czy ja mogę pana pocałować?
- Tak.
- W jej oczach ukazały się wesołe błyski.
- Wiesz, to jest ten inteligentny kawaler, który miał ochotę, opowiadałam ci, pocałować mnie.
A dla mężczyzn życie jest sztuką, gdzie większość z nich zaledwie istnieje.
A gdy nie kochamy, doznajemy spokoju i możemy grzać się w słońcu.
A ja widzę, że on będzie siedział do drugiej.
A jaki niezgrabny, gdy nabierze innego.
A jego nie.
A może to tylko robi zwariowane zachowanie się Emila przy niej.
A nawet skończona z pointą.
A niebo nie może się kiwać.
A ona czekała na to, aż się pożegna, i on wiedział o tym.
A potem położył się i patrzył uporczywie w sufit, przez który było widać gwiazdy.
A potem ryk, a potem nic.
A potem tyłek całowała i jadła.
A przecież lekko cuchnąć nie jest rzeczą przykrą.
A przeważa się obojętnością.
A to siedzi we mnie.
A ty byłeś raczej predestynowany do mojej roli.
Abraham zrodził Izaaka, Izaak zrodził Jakuba, to jest po dobne.
Absolutnie nie chciała, aby „on sobie coś myślał”.
Adam czytał po łacinie i grecku tak, jak Emil T.
Aha, jeszcze jej stosunek do morza.
Aha, muszę opisać, co działo się wczoraj.
Ala zrobiła sarenkę.
Albatrosy nie wrzeszczą, i to nie jest ładne wyrażenie.
Albo Jankę, co nosi krótkie suknie, albo Helę, co nie nosi stanika.
Albo ja to źle zrobiłem, albo ona jest nieco dziwna.
Ale ani to, ani tamto.
Ale biada temu, kto by je próbował ruszyć.
Ale biada temu, kto da się przeważyć.
Ale będzie wiedzieć i myślę, że osiągnie to.
Ale chcę się cofnąć.
Ale co powie Ewie? Musi jej wszystko wytłumaczyć.
Ale co znaczą argumenty wobec „nie sprawiło mi przyjemności”? Poczuł, że jest całkiem bezradny.
Ale coś poruszyło się we mnie, niby nieznacznie.
Ale dla niego nie.
Ale dziewczęta go znają.
Ale może wojna, która nadchodzi, przyniesie tu jakieś zmiany na lepsze.
Ale muszę się uczesać i zrobić.
Ale nie chodzi o to.
Ale nie ma porównania.
Ale nie mógł prowadzić rozmowy, której przedtem nie obmyślił szczegółowo.
Ale nie trzeba mi było pozwalać.
Ale nigdy żadnej śmierci nie zrozumiem.
Ale on cię kocha.
Ale on nie może, dlatego że ja go nie kocham.
Ale on umie pieścić.
Ale on wcale inaczej nie myślał.
Ale ona była uparta.
Ale ona nie weszła.
Ale ona się denerwuje widać, w sposób specyficzny, i zamknęła oczy.
Ale pomysł trzeba było odłożyć, bo zdawał maturę.
Ale poza tym nie była wstydliwa.
Ale stawianie diagnoz nie leczy jeszcze.
Ale są świetnie wycelowane.
Ale słuchali o sobie plotek z praw dziwą przyjemnością.
Ale tego chyba nie myślisz na serio.
Ale teraz nie chciał przestać.
Ale to było dawno.
Ale ty mniej, niż Emil.
Ale ty się boisz ryzyka.
Ale w domu okazało się, że tak nie jest.
Ale wierzaj mi, że ci zabalsamowani ludzie są mało podobni do żywych.
Ani jeść, ani uczyć się.
Anna ma dwadzieścia cztery.
Anna odchodzi do Emila, który ma osiemnaście lat.
Apollo, chcąc objąć Daphne — objął krzew laurowy.
Artykuł do „Revue Philosophique”: „Analiza pojęcia przy padku”.
Bachor wrzeszczał.
Bachory pisiały na jezdnię; były wyblakłe, złośliwe i mądre.
Balon chodził za nimi jak pies.
Bardzo krótka.
Bawił się, idąc ulicą, jak mu się nudziło, w kolej.
Bał się jej, mimo że była naprawdę grzeczna.
Bez dna.
Bieganina, szepty, słowo: „uciekł, uciekł”.
Biegł za nimi również hałas kawiarni, lecz oni byli poza nim.
Bliżej ona drapała.
Bo pewnych rzeczy nie należy nazy wać.
Boisz się ciemności.
Boisz się, że w pewnym momencie nie będziesz wiedziała, gdzie się znajdujesz.
Bolała go głowa i oczy.
Bona biła go za to bardzo, ale to nie pomagało.
Bona zaprowadziła go do łóżka.
Bramy ciężko okute.
Brunatny księżyc pełzał po zboczu.
Brzydkich nóg nie da się ukryć całkowicie.
Burza toczy się nad nami.
Byl zgorszony.
Byli jeszcze w ogóle daleko od siebie.
Byli oszczędni w gestach.
Być na granicy normalności.
Był mały pięcioletni Jano i jego świat magii.
Był mile zdziwiony.
Był nagi.
Był poza tym w najwyższym stopniu wstrętny.
Był w życiu bardzo zajęty kobietami i zagadnieniem przemiany gatunków bakterii.
Była blada.
Była druga w nocy.
Była mało ubrana: trup.
Była od niego o dwa lata starsza.
Była przyzwyczajona do ukrywania się nawet wtedy, gdy była sama.
Była stanowczo za ładna i za dobrze deklamowała.
Była szczytem kobiecości, jej szczytem i zarazem otchła nią.
Była też bardzo ciekawa, co z tego wyniknie.
Była to godzina przedwieczorna, milcząca, nieruchoma.
Była to pieśń Schuberta „Gratchen an Spinnrade”.
Była to tylko gra przed tym drugim i sobą zarazem, komedia nieunikniona i podniecająca.
Była w dalszym ciągu bardzo grzeczna, bardzo dziecinna.
Była zagrożona snem.
Była zbyt nieśmiała, aby nie pojechać.
Była zupełnie nierzeczywista.
Była zła na niego, zawiedziona, że nie sprawił jej przyjemności.
Była zła, mimo że nie zależało jej na nim.
Było ciemno i nie zapalił światła.
Było mi gorąco jak cholera, ale koniec końców usnęłam.
Było po deszczu, parowała rozmokła ziemia, w parku ławki już wysychały.
Było też dużo rzeczy do jedzenia, jakbyśmy mieli przez tydzień nie wychodzić z pokoju.
Bóg.
Będzie plotkować na całą szkołę.
Będzie udawał, że ma coś załatwić w gabinecie dyrektora.
Będziemy się tak dalej spotykać jak dotychczas.
Będę mówił o sobie.
Będę się opierał o ciebie i o ścianę i podejdę do okna.
Błyskawice rozrywają chmury o płonących wnętrzach.
Cała historia zaczęła się niewinnie.
Całkowita prawda została mu przezna czona.
Całował ją długo, podczas gdy ona patrzyła na niego uważnie.
Chce czegoś bardzo, tylko narazie nie wie czego.
Chcesz, pokażę ci teraz króliki.
Chciałbym dojść do tego, by móc sobie pozwolić tym zakończyć koncert.
Chciałbym jej dotknąć, podobnie jak lubię dotykać małe koty i psy.
Chciałbym się poinformować, czy można ją jeszcze zapisać.
Chcieć i nie móc albo nie chcieć i musieć, albo jedno i drugie.
Chcę ci poza tym donieść, że za miesiąc wychodzi moja epidemiologia.
Chcę mieć spokój i wygodę.
Chcę poznać się, wiedzieć z góry jakie.
Chcę umrzeć, leżąc na tobie, tak, właśnie tak.
Chcę wiedzieć, ile? Dokładnie.
Chcę wymiany: ty wciągany przeze mnie, ja przez ciebie.
Chociaż bardzo lubiła leżeć w łóżku, wstawała od razu i buch do łazienki.
Chodzili do jednego gimnazjum, do różnych oddziałów tej samej klasy.
Chodziła namiętnie do kina i nazajutrz miewała takie stany.
Chodzę koło niego, jak pies dookoła suki.
Chodzę po całym mieście i wypożyczam do niej płyty.
Chodzę po pokoju i udaję, że nie wiem, o co chodzi.
Chodzę zawsze sama, albo z mężczyznami.
Choćby się miało grzęznąć coraz głębiej, choćby się wiedziało, że koniec będzie zły.
Choćby wiedziała, że umrze, to cię nie przeprosi.
Chwiejąc się, poszedł szerokim korytarzem.
Chwila ciszy takiej, że słychać było chrzęst badyla, który się uginał pod ciężarem jaszczurki.
Chyba ten niebieskooki.
Chyba udajesz, moja kochana.
Chłopak był tak zdziwiony, że zapomniał ją sprać.
Ci przy kartach zaczynają się podniecać i krzyczeć.
Ciebie już nie.
Ciemność i morze gotują się.
Ciepło, nie za gorąco.
Ciepły wiatr gwizdał między jodłami, które chwiały się i trzeszczały w ciemności.
Cień przeciął oświetlony prostokąt.
Cisza nakrywa ją, jak dzwon.
Cisza zawisła między wodą a niebem.
Ciągnęła się samotna i naga.
Ciśnienie ustępowało, jak powietrze z dziurawego balo nu.
Co słychać?
Cofnęła rękę.
Coraz to bardziej oddalali się od śródmieścia.
Coraz to nowe fale ciemności opadały na nich, jak czarny śnieg; wolno prószyła ciemność.
Coraz więcej gorąca napływało mu do twarzy i zasłaniało oczy.
Coś się stało mojej matce.
Coś z uczucia żegnania.
Cudowna celowość natury.
Czarna burza krąży jak jastrząb nad miastem; uderza skrzydłami o domy, o niebo.
Czarna burza stoi na zachodzie.
Czasem Paweł wykładał o nie istniejących stworzeniach, fąflach, których istotą jest — udowadniał — nicość.
Czasem nalewał wody do wanny i robił okręty z papieru.
Czasem obiecuję sobie, że go wyrzucę, że go w ogóle nie wpuszczę.
Czasem opowiadał jej, jak i co myśli o świecie.
Czasem przerywa, aby podejść do fortepianu.
Czasem sypia u mnie.
Czekam, aż obrazy podniosą się przede mną, jak przed zaklinaczem wężę.
Czekanie przyprawiało go zawsze o lekki bół brzucha i potrzebę oddania moczu.
Czuł się jak chory, który po rocznym pobycie w łóżku, próbuje chodzić.
Czuł, że jest rozpięty w oczekiwaniu, jak motyl pomiędzy szpilkami.
Czuł, że rozmowa półsłówkami, którą prowadzili, rozmowa półtonami, była grą wysokiej klasy.
Czy będę pół bogiem, pół czarnoksiężniczkiem, aby mieszać, lepić i rozpalać ludzi?
Czy mogę z J.
Czy ty myślisz, że między „chcieć” a „nie chcieć” jest jakaś różnica? Żadnej.
Czym bardziej jestem w skórze innych, tym wyżej wznosi się moje „ja”.
Czytali je najczęściej na spotkaniach, rzadziej w domu.
Czytam i nudzę się.
Czytał dużo; szybko, często powierzchownie.
Często byłem tak zmęczony, że w ubraniu zasypiałem.
Często okazuje się, że jest zbyt zrównoważony i zrobiony za logicznie.
Często używa się wyrażenia „żyje” w innym znaczeniu.
Dalej o Ewie.
Dalej.
Dawno zapomniana teoria Jamesa-Langego a miłość.
Dałam się pomacać trochę fotografowi z przeciwka i zdjęcia już są.
Depesza pewno gdzieś tu leży.
Dla niej ta rozmowa była skończona.
Dlaczego nie mam koleżanek?
Dlaczego się śmiejesz?
Dlatego go lubię.
Dlatego neurologowi było nieco trudno pogłaskać go po głowie.
Dlatego ty, kobieta do głębi, nie jesteś sentymentalna.
Dlatego większość kobiet, które mają mało przyjaciół, jest niemożliwie ograniczona.
Dlatego wybrałem ten zawód.
Dlatego, że to, dlatego, że tamto.
Do Marysi: — Profesora chyba nie ma w Sylwestra.
Dokładnie wiem.
Dom publiczny.
Dom z lukami, marokański trochę.
Dopiero później ocenił, że to było bezczelnie sprytne.
Dostała pokój.
Dostała rower.
Dosyć nudzenia.
Dosłownie nic.
Dowód ten był odwróceniem jednego z dowodów istnienia Boga św.
Doznał wrażenia, że wrasta w kanapę.
Dość.
Drgnął jeszcze raz.
Drugi też opadł.
Duża, trójkątna głowa, biała czupryna w nieładzie, brązo we, błyszczące oczy, wąskie usta.
Dwoje Narcyzów między sobą.
Dziesięć po siódmej.
Dziewczęta mają wargi zimne i mokre i oczy wyblakłe, jak na starych fotografiach.
Dziwna rzecz, ta Ewa.
Dziś odbywa się bieg na złamanie karku.
Dziś powinnam mieć miesiączkę i nic.
Dzwonił długo, bardzo długo.
Dąży do szczęścia i czasem jest szczęśliwa.
Dżonki chińskie.
Ela patrzyła na niego i nic nie mówiła.
Emil był tak mały, że poręcz fotela sięgała dużo wyżej niż jego głowa.
Emil był też nieprzytomny tego wieczoru.
Emil czuł, że się dusi.
Emil dziwił się, że Janek tyle mówi.
Emil jest jak dziecko.
Emil ma stosunkowo małego.
Emil miał o trzy lata młodszego brata.
Emil miał trzech duchowych ojców i bibliotekę.
Emil musiał głęboko oddychać co parę mi nut.
Emil myślał: — Można od tego zdechnąć.
Emil mówi, że to wszystko jedno.
Emil nie lubił przymusu.
Emil nie odpowiedział.
Emil nie zapytał, Ewa nie powiedziała mu nic o wyniku oględzin.
Emil obmacał wszystkie krzesła, na których wierzchu siedziała skóra, a w środku mieszkały sprężyny.
Emil odczuwał strach i opór przed posuwaniem się dalej, Janek — ani strachu, ani oporu.
Emil patrzył na nią i był czerwony.
Emil patrzył przez okno.
Emil podszedł do Adama.
Emil poprosił o dwa fartuchy i powiedział do Ewy: — Mogłabyś zostać siostrą.
Emil powiedział do Janka: — Chodźmy.
Emil połykał ciągle ślinę.
Emil przemknął mu wargami tuż koło ust.
Emil przychodził zwykle o pięć minut wcześniej i czekał.
Emil próbował zmienić temat rozmowy i powiedział, że był na koncercie znanego pianisty.
Emil płynie powoli po własnych zdaniach.
Emil siedział na kamieniu o dwadzieścia metrów dalej i obserwował ją od dziesięciu minut.
Emil stał za dużą palmą i oglądał księcia.
Emil stał za palmą i oglądał księcia.
Emil tego już nie słyszał.
Emil uczył ją grać na fortepianie, bo była muzykalna.
Emil wykładał spokojnie teorię absurdo- logii, jak zwykle — zbyt serio.
Emil zaczerwienił się, bo uważał, że powiedział to nie potrzebnie.
Emil zaczął czarować, żeby choć odwrócić role.
Emil zaczął się śmiać histerycznie, Janek zdziwił się, a Pola zbladła.
Emil zaczął wydobywać pomału historię swoich wakacji, ale zauważył, że Janek jest zmęczony.
Emil zbladł prawie tak bardzo, jak wtedy w klozecie, zrobiło mu się niedobrze.
Emil zobaczył go, jak spał.
Emil — bo wstydził się za Janka; Janek — bo wiedział, co myśli Emil.
Emilowi otworzyła stara kucharka, którą nazywał Me duzą.
Emilowi z trud nością przyszło wypowiadanie pewnych słów w obecności dyrektora i wychowawcy klasy.
Ewa będzie z koleżankami.
Ewa jest chora na głód świata, ty jesteś chory na Ewę.
Ewa nie miała trzech duchowych ojców ani biblioteki.
Ewa odskoczyła.
Ewa podeszła, jak lunatyczka.
Ewa potrafiła być nadzwyczajna tylko w sobie samej.
Ewa wyjdzie ze szkoły.
Ewa zaczęła się śmiać, niehisterycznie.
Ewa zbladła, widział ją, siedziała w pierwszej ławce.
Ewa, patrząc na pantofle, zupełnie serio: — Zobaczysz, one się jeszcze zrobią ładniejsze.
Filozof Joachim.
Fredek umiał się dobrze bawić, ale był godny pogardy.
Fredek zwisał jak worek.
Gasiła światło, rozbierała się.
Gdy Emil znikł za rogiem, zaczął biec i biegł tak aż do domu.
Gdy była chora, leżała na brzuchu, rozkrzyżowana; czasem, gdy miała miesiączkę.
Gdy deszcz minął, poszli po raz pierwszy do Emila do domu.
Gdy jej powiedział: — Chcę spotkać się z tobą, — odpowiedziała: — Dobrze.
Gdy jestem bardzo zdenerwowana.
Gdy ją przywitał, nie miał już ochrypłego głosu i cały czar znikł.
Gdy kochamy kobiety, jest to dobre.
Gdy kochamy mężczyzn — wiesz.
Gdy miała lat dwanaście, nauczyła się gwizdać.
Gdy miała lat dziesięć i pół, zaonanizowała na śmierć psa.
Gdy oczekiwałem go na stacji, gdy mnie zobaczył, trzeba było widzieć jego oczy.
Gdy się ciotka w końcu zorientowała, powiedziała: — Emilku, przyjdźcie do mnie z mamusią.
Gdy tylko weszli do pokoju, usiadła na tapczanie.
Gdy znalazł się u siebie, położył się natychmiast na tapczanie.
Gdy znaleźli się w rytualnym miejscu, w którym żegnali się zawsze, podali sobie ręce.
Gdyby się chciało trochę przesadzać, można by powiedzieć, że jego zdania mogą zabijać.
Gdyby to zrobił, nie miałabym pretensji.
Gniję pomału.
Goethe jest zdania, że chrześcijańskie słowo „Bóg” jest tylko inną odmianą słowa „ja”.
Gram pierwszy temat zupełnie po pijacku, zupełnie zataczając się.
Gwiazdy pływały jak lilie na wodzie i drgały lekko; niebo było jak jezioro.
Gówno.
Głupie smarkate.
Główna stacja jest koło pieca.
I Emil nigdy nie wybierał Zosi.
I Ewa była zazdrosna, że nie płakał.
I balon za nimi jak pies.
I bawią się w zabijanie czasu.
I będziesz sam chciał.
I chce mi się pisiać.
I co powie dyrektorowi? Ze chciałby kogoś zapisać do szkoły.
I dlatego dobrze robi mężczyzna, gdy jej przypina odłamki świata do uczuć.
I dotknięcie jej było jak słońce, leżące na powiekach.
I duch jego unosił się ponad śniegiem i miastem.
I duch jego unosił się samotny i cierpiał z powodu swojej samotności.
I gimnazjum jest coraz bliżej.
I jeszcze jedno.
I krew.
I mama miała dzwonić, jako koleżanka.
I mało w tym było pozy.
I mieli rację.
I moja miłość do ciebie wplątana w to także.
I nagle z jego włosów zaczęły się sypać iskry aż na podłogę.
I nic sobie wtedy z niego nie robiłam, ale byłam zadowolona.
I nie sprawiało mu to przyjemności.
I on to zrobił bez prezerwatywy, zresztą mam już miesiączkę.
I ona jest tu zawsze, w dokładnie określonym miejscu, w dołku.
I po mału pokochał swoją lubieżność, włożoną w Klarę.
I po przerwie: — To, co ostatnio powiedziałem, jest też prawdą, ale nie tylko.
I potem dziesiątki wejść i wyjść.
I powiedział: — Mała.
I przerzuciwszy ten ciężar na ojca — uciekł.
I płacz ograniczał się do skurczów przełyku i tchawicy.
I siedzę na dnie i czekam.
I stanął nagle, tak, jak musi stawać serce.
I stało się.
I słusznie.
I tak nic nie czuję.
I tak w kółko.
I tego śniegu.
I to ja mu to muszę powiedzieć.
I to wcale nie bolało.
I tych bram, i domów.
I uciekł twarzą, jakby przestraszony, i w ruchu tym była kokieteria.
I w niedzielę, jak lunatyczka, poszła.
I wtedy zaczęła powstawać przepaść między nimi.
I wy daje się, że już nigdy nie można się będzie stamtąd wydobyć.
I z jej życia zaczy nało rozwijać się dzieło sztuki.
I zabijają go na wiele sprytnych sposobów.
I zaproponował, abyśmy spróbowali naśladować.
I znajdowali się blisko gimnazjum, do którego chodziła.
I że mógł siedzieć.
Ich kucharka Marysia.
Ich przyjaźń.
Idiota.
Idioto! Idioto! Sprać ją i pójść sobie.
Ile — myślisz — mogłabym zarabiać jako prostytutka? Żeby zarobić na podróż dokądkolwiek.
Im za to płacą, niech się grzebią w gównie.
Impotent dlatego nie może, ponieważ boi się, że nie będzie mógł.
Inna rzecz, że to z Panem było całkiem na wariata.
Istnieję tylko dzięki innym, których rozumiem.
Ja chcę czuć pewien opór, pewną walkę.
Ja czuję, że pewnego dnia wyrwę się stąd.
Ja jestem jeszcze tam.
Ja jestem sentymentalny.
Ja mam inne rzeczy: naukę, pisanie.
Ja mogę do niego przychodzić.
Ja myślę — potra fisz.
Ja nie chcę nic słyszeć.
Ja nie chcę, żebyś był.
Ja nie muszę im w tym pomagać.
Ja nie rozumiem, co do mnie mówisz.
Ja sam, pamiętam, posądzałem o złośliwość Pana Boga.
Ja się wobec niej czuję skrępowany i nieśmiały.
Ja to zapomnę.
Ja w ogóle nie wiem, co on robi, jak żyje.
Ja, Leo, mam wielką ochotę przytoczyć tu jeden wykład, ale boję się.
Ja, mówiąc o życiu, obejmuję teorię życia.
Jadę dzisiaj do kina.
Jak Emil komicznie się zachowywał, gdy mu powiedziałam o łące.
Jak była mała, to nie dostrzegałam tych cech, które teraz widzę.
Jak chcę i muszę, to nie mogę.
Jak obojętny jest na pozór list Janka.
Jak przy lądowaniu samolotu.
Jak się masz?
Jak studnia.
Jak to jest ze zdaniami, powstałymi na podstawie indukcji, pytasz? To nie ma znaczenia.
Jak tylko pomyślę, że masz przyjść.
Jak zwykle.
Jakaś młoda matka wżerała się w policzki swego rocz nego dziecka.
Jaki gatunek filmu lubisz najbardziej?
Jaki jest twój ulubiony film?
Jaki zręczny.
Jako niekompetentny w sprawach chorób płuc, dałem je do obejrzenia docentowi F.
Janek przyszedł pewnego razu z miną, która oznaczała „coś się stało”.
Janek.
Jano krzyknął: — Marysiu! Otwarła oczy, zanurzone w śnie.
Jano wchodzi do kuchni.
Jano zostaje sam.
Jeden plus, że można z nim iść do kawiarni i pogadać.
Jeden rozpalił się prawie do białości.
Jeden z nich tam, zdaje się, mieszka.
Jedna stanęła nad jego łóżkiem i pochyliła się.
Jedno i drugie z niesłychaną intensy wnością.
Jedno oko tak zbielało, że aż zgasło.
Jednym słowem gówno.
Jedyny demon: świadome chcenie.
Jego oczy wpadają powoli do wnętrza czaszki.
Jego piekła ręka i był zły.
Jego przecież trzeba załatwić.
Jego zdania są napięte jak łuki, jak pupa młodej dziewczyny.
Jej duże piersi podnosiły się i opadały, podnosiły się i opadały.
Jej nozdrza drgały.
Jej ojciec miał tam sklep.
Jej spokojny, obojętny głos mówił: — De, przepraszam, że rękę źle trzymam.
Jej to też zatyka od dech, że nie można żyć wielu żywotami naraz.
Jej życie biegło ostrymi, gwałtownymi skrętami.
Jem przeszłość.
Jest jej kuzynem.
Jest mi przykro, gdy się wygłu piasz.
Jest miasto kręcące się, beikocące.
Jest o rok spóźniona, bo chorowała.
Jest pełne możliwości.
Jest przez chwilę naciągnięty jak struna, nim się ją puści, nim wyda dźwięk.
Jest wieczne napięcie pomiędzy tymi drogami: obłąkanie — normalność.
Jest wy kończony, dopasowany i martwy.
Jestem jak woda, która przylega do ścian naczynia.
Jestem podobny do mokrej szmaty, do psów po deszczu.
Jestem z drzewa.
Jesteś tchórz.
Jeszcze było przed kolacją i nudził się, i przykrzyło mu się.
Jeśli nią nie jest — wie prawie zawsze, co by ją mogło uczynić szczęśliwą.
Już ja jej to wybiję z głowy.
Już nie mogę się tak mę czyć.
Już nigdy.
Już strasznie znudzili mi się ci mężczyźni z forsą i szykiem.
Kasztan zaczął z wolna wydzielać swój nocny zapach.
Każda szepce, krzyczy, mówi co innego, i mieszają się ich głosy, jak gwar tłumu.
Każdy z nas jest zamknięty we własnej nocy, sam.
Kelner przyniósł lody i trzy grube, okrągłe wafle, we tknięte w usta lodów.
Kobiety o zbyt grubych nogach w kostce wyglądają na plaży całkiem dobrze.
Kobiety postępują tak albo inaczej z miłości do mężczyzn, nigdy z miłości do rzeczy.
Kobiety w moim wieku są coraz starsze.
Kocham cię dlatego najprawdopodobniej, bo cierpię z powodu utraconego narcyzmu.
Kochał Indian, detektywów, włamywaczy i psy.
Kocie łby.
Koleżanki mi opowiadały.
Komary latały dookoła nich.
Korytarze są puste, kroki rezonują, jakby szło dziesięciu łudzi.
Kropka.
Krużganki między domami.
Krys tyna powiedziała: Wejdź.
Krystyna powtórzyła: — Wejdź.
Krystyna zostaje tu na całe życie.
Krystyna.
Krzyczał przez chwilę wysokim falsetem.
Krążę uparcie.
Kręciła się przed kliniką, jak dzikie zwierzę, uwiązane.
Kręgouste ryby, strzelające zielonymi, neonowymi światłami, płynęły sennie przez granatową, gęstą wodę.
Księżyc wchodził pomału, jak aktor na scenę.
Kształtowała swoją przyszłość, która była zwinięta w niej, jak sprężyna.
Kto się boi, jest bity.
Ktoś goni po przedpokoju.
Ktoś stał przy nim.
Kurz osiadał na nich.
Kładzie się na łóżko i pyta półserio, ostrożnie.
Kłamię.
Leczenie: atropina.
Lekarz rozmawiał najpierw z matką, a Emil siedział w poczekalni i miał tremę.
Leżał na tapczanie.
Leżał w półmroku, bo bał się ciemności.
Leżała nad rzeką.
Lubię filmy dokumentalne.
Lubię go.
Lubiła chodzić do kina.
Ludzie nauczyli się zabijać swój czas, to znaczy zabijać życie.
Ludzie wchodzili i wychodzili i Emil myślał o Krystynie, o zdarzeniu przy śniadaniu.
Ludzie z gumowymi wężami.
Mając lat siedem czuł już, jak należy postępować z lekarzami.
Mali symulanci.
Mam ochotę iść z jakimś gówniarzem na wodę sodową.
Mama niech nie udaje świętej.
Mama powiedziała: — Dobrze — ani jednego słowa uwagi, i zatelefonowała.
Manna po niemiecku, a Manna tak swobodnie, jak Emil po polsku S.
Marysia chrapie i dyszy przez sen.
Marysia skinęła rzęsami, tak jakby kto inny skinął głową.
Masz ładną skórę.
Matka była przerażona.
Matka ciągłe jadła tyłek.
Mała jest biedna i potwornie ambitna.
Małe wygięte nozdrza odchylały się przy oddechu.
Mały myślał, że to z powodu niego.
Mały napad pracy, choroba lenistwa.
Mały usiadł.
Meduzy nie bieskie i różowe kołysały się jak kwiaty o grubych i miękkich koronach.
Mefisto idzie cudownie.
Miasto jest ciemne, zaciemnione.
Miasto rozprysnęło się.
Miał bladą twarz satyra ze spiczastymi uszami, i wąskie ceglaste usta.
Miał może czterdzieści lat.
Miał szeroko otwarte oczy i usta.
Miał zamknięte oczy, widziała długie, drgające rzęsy.
Miała dużo koleżanek, nie miała przyjaciółek.
Miała katar pęcherza, zmarzła na ławce w parku i chciało jej się bardzo siusiu.
Miała komiczne wargi, górną wysuniętą nad dolną.
Miała mokre włosy.
Miała oczy zamknięte już nie tak kurczowo.
Miała otwory w tej walizce, żeby się nie udusiła.
Miała piętnaście lat.
Miała ranę w sercu.
Miała rozbitą głowę.
Miała szeroko otwarte oczy.
Miała zmysł orientacyjny i wyczucie miejsc nieznanych.
Mieli czerwone uszy i byli nie bardzo przytomni.
Mieli dla siebie dziwną sympatię i szacunek — z daleka.
Mieli nastawione zegarki dokładnie na tę samą godzinę i byli bardzo punktualni.
Mieli piętnaście lat.
Miesiączka jest ciągłym memento vivere.
Mieszkaliśmy w chłopskiej chałupie, był jeszcze taki słaby, że trudno mu było samemu chodzić.
Mieszkanie Pawła.
Milczał chwilę.
Milczał.
Milczała chwilę.
Milczeli obaj.
Milczenie pod ciśnieniem.
Milczenie.
Milczy chwilę.
Mimo to kocham cię.
Mimo wszystko od Janka pachniało lekko jakimś obcym zapachem.
Między innymi.
Miłość.
Mnie jest wszystko jedno.
Mniej więcej o jedenastej wieczorem Emil przynosił ciąg dalszy.
Moje czekanie jest napięte i wytężone.
Może ich nie słyszała naprawdę.
Może jakaś lekcja odpadnie.
Może o dwunastej.
Może zależą? Tyle możliwych żywotów, tyle różnorodnych.
Możesz być tym i tym, albo tam i tam.
Można by tu zrobić dygresję do psychologii całości.
Mruknął: — No, to co? Wtedy ona też poczerwieniała i przestała mówić.
Musiano ją przenieść do innej szkoły, bo w starej szkole „śmierdzi, śmierdzi”.
Musiała czuć dotyk rączki wiolonczeli na policzku.
Muszę iść.
Muszę wiedzieć to, czego nie mogę wiedzieć.
Myślał o wspaniałych lokomotywach, które odjeżdżają.
Myślał zawsze, że on „to” skończy, nie Janek.
Myślał zbyt wolno i dlatego był szczęśliwy, że umie pisać.
Myśli przechodziły koło niego, jak duchy.
Myśli: „nareszcie mam ją”.
Mógłby przyjść.
Mógłbym powiedzieć, czego, ale mi się nie chce myśleć.
Mój Boże, jak wąska jest via media.
Mój współlokator i jego gość grają w karty.
Mówi do mnie dziecinko.
Mówili bezładnie.
Mówili o głupstwach, ale on pomyślał, że będzie z nią bardzo trudna historia.
Mówię.
Mówił: — Takie to porządki, że wszystko leży ułożone i niczego nie można znaleźć.
Mówiła przez zęby, bo trzymała między nimi szpilki do włosów.
Mówiła: — Niepotrzebnie mówisz, że mnie lubisz.
Męczą ich tylko hemoroidy.
Męczące uczucie niedokończenia.
Mężczyźni krążyli koło prostytutek, jak tokujące gołębie; śmieszne.
Młoda dziewczyna.
Na czterech fortepianach, w czterech krańcach pensjona tu, ćwiczyli uczniowie Finsena.
Na jednej jej szali leży góra złota, na drugiej męski członek.
Na pauzie bawiono się w zabawę, podczas której kawalerowie wybierali sobie damy.
Na pierwszym miejscu „święta trójca”: Tomasz Mann, Celine, Montherlant.
Na przykład ten «Rocznik psychologiczny» i rozprawa Szumana o peyotlu.
Na stole zastał dwa listy i dużą kopertę.
Na szczęście istnieję.
Na tym kończyło się.
Na ulicy ulewa.
Na ulicy.
Na wpół obłąkany ze strachu Jano budzi Marysię.
Na zboczach rosły niebieskawe jodły.
Na zboczu góry, wrzeźbiony w skałę, stał pensjonat.
Na żadne wołania, wrzaski nie zwracała uwagi.
Nacisnęło mu coś lekko oddech i serce, zęby zaczęły mu szczękać.
Naczelnik ma dalekie, niebieskie oczy.
Nad jej oczami zwisały pojedyncze kłosy trawy.
Nad nimi wiruje i unosi się „nigdy” i śnieg.
Nad nią — „jechać”.
Nad rzeką włóczyli się ludzie, suszący siebie na słońcu, jak pieluchy.
Nad wodą bełkocącą stała drewniana ka wiarenka, w której jadał truskawki ze śmietaną.
Nad wszystkimi wirował śnieg i ostre, podobne do cięcia, wrażenie: nigdy więcej.
Nagle strach i boi się do niej podejść.
Nagle zauważył, że dochodzi siódma, godzina spotkania z Jankiem.
Najlepiej wieczorem, po deszczu, kiedy czujesz to, co się dzieje w zamkniętych domach.
Najmniejszą zmianę pozycji pamiętał dokładnie.
Najpierw trzeba będzie powiedzieć mamie.
Nalał eteru na chustkę i wdychał go powoli.
Należałoby przecież odróżnić uczucia, które są wrażeniami czysto or ganicznymi, od nastrojów.
Nasi bracia sofiści, którzy byli daleko na Wschodzie.
Nastrojem będzie rodzaj miłości, który nie daje żadnych objawów somatycznych.
Naturalnie, nie powiesz mi o tym.
Nauczycielki były jej mniej lub więcej obojętne, stary profesor łaciny był „słodki”.
Nazwisko.
Neurolog zgasił papierosa — Nie chcesz chodzić do szkoły, prawda? — Nie chcę.
Never more.
Newton też ułożył swój systemik dedukcyjnie, chociaż powstał on niewątpliwie na podstawie indukcji.
Nic więcej.
Nic z wykorzystywania sposobności.
Nie brat.
Nie był na pogrzebie i nie pokazał się trzy dni w domu.
Nie była ani trochę ordynarna, ani trochę nieprzyzwoita.
Nie była nieświadoma tego, na co się naraża.
Nie chce mi się z nikim wychodzić ani tańczyć, ani spacerować.
Nie chcę nawet dużo pieniędzy.
Nie chcę tracić czasu na przeżywanie tego, co zostało opisane.
Nie chcę, żebyś aportował jak pies.
Nie chcę, żebyś dawał się strącać.
Nie chcę.
Nie czekając na deser, zszedł wolno ze schodów.
Nie daj mi znormalnieć, bo to jest śmierć.
Nie dawali listom nagłówków, aby nie używać pewnych słów.
Nie gniewasz się, że on cię przy tym zastąpił? Teraz jest wszystko w porządku.
Nie jadł śniadania.
Nie ma ludzi i nikt nie wyciągnie strzały.
Nie mają twarzy, wyżarła je ciemność.
Nie mają zdolności organizacyjnych i dlatego nie potrafią organizować rzezi.
Nie mam określonego tytułu.
Nie mamy czasu cze kać na wyniki laboratoryjnej socjologii czy ekonomii.
Nie moge powiedzieć, że nie mam na nich ochoty.
Nie mogą się oderwać od biopodłoża.
Nie mogę być inna.
Nie mogę być inny.
Nie mogę ci obiecać, że ten list będzie ostatni, ale gdybym mógł, obiecałbym.
Nie mogłam usnąć, bo on musi leżeć pod pierzyną.
Nie można tego wypluć.
Nie myśl, że zgubię się w innych.
Nie mógł się pożegnać.
Nie mógł się tak męczyć do pierwszej.
Nie mógł.
Nie mówiąc już o rozkoszy, którą mi to daje.
Nie nazywali nigdy po imieniu tego, co było między nimi.
Nie nazywali tego przyjaźnią, nie nazywali tego wcale.
Nie po trafię.
Nie po wirtuozowsku.
Nie poruszał się, gdy weszła matka, pokojówka Janka i stróż Antoni.
Nie poruszył się.
Nie potrzebowała wyrazów.
Nie powiedział do niej przez cały czas ani słowa.
Nie pozwól mi.
Nie przyznałaby się do tego za Boga.
Nie płakał od ósmego roku życia.
Nie ruszył się.
Nie spała nigdy skurczona, nigdy na boku.
Nie spodziewałam się tego.
Nie spotykali się często.
Nie słuchał jej.
Nie takiej fizycznej ciemności.
Nie tylko to.
Nie ukrywali jej, ale nie mogli odejść od siebie, aby nienawiść minęła.
Nie umiał zatrzymywać moczu i zanim zdołano cośkolwiek zrobić, miał mokre majtki.
Nie umówiłem się.
Nie widzieli, jak ją powstrzymać.
Nie wiedział.
Nie wiem sama, czy ruchy, czy gra działają na mnie.
Nie wiem, co się dzieje.
Nie wiem, co zrobić.
Nie wiem, czy mogłabym się obyć bez niego.
Nie wiem, który z danych mi do wyboru domów wariatów bardziej mi odpowiada.
Nie wiesz, co czytasz, i nie wiesz, co się dzieje w kinie.
Nie wolno mi powiedzieć: — Powieście się, ja chcę żyć.
Nie wyobrażam sobie tego inaczej.
Nie wzruszony świat rzeczywistości traci swój ciężar.
Nie zależało jej na tym, a jednak nie istniał już poza nią.
Nie zastępowali tego gwarą.
Nie zatrzymuje się na stacji.
Niech rozniesie to wszystko mnie też.
Nieco chorobliwie dokładne mycie genitaliów.
Niektórzy szoferzy znali ją już.
Nienawidzę dnia, złego snu, gdy zanurzam się w noc, jak w wodę.
Nieważne, na ja kim.
Niewielu chyba.
Niewątpliwie jest to zbiorowy kompleks mniejszej war tości.
Nigdy więcej.
Nikt, ale to nikt, nie może sobie zdać sprawy z czyjejś śmierci.
Nim ją zabiorą, to Ewa ma za swoje jaki miesiąc.
Niżej, w ciemności, są parki.
No.
O ile chodzi o Emila — nie wstydziła się niczego więcej; ani mówić, ani czynić.
O wpół do pierwszej zaczynała coś wiedzieć i kładła się spać.
Obaj odetchnęli głęboko.
Obaj zaczerwienili się.
Obaj ładni i mają takie czerwone usta, jakby ciągle się całowali.
Obejmujesz mnie.
Obie strony licytują się w obojętności.
Obiecał, że będzie przysyłał pieniądze co miesiąc.
Obojętne, czy mówi do jednego słuchacza, czy do stu.
Obrazy leżą we mnie zastygłe, wyschnięte jak rośliny w zielniku.
Obrócił się.
Oczy utkwione w powałę, twarz azjatycka, bez wyrazu, nieludzka.
Oczywiście, że będą się spotykać, ale nie tak, jak do tychczas.
Od dwóch dni był nowy.
Od ojca i od Janka.
Od ósmego roku życia nie płakałem.
Odchylenie w tę czy inną stronę daje dekadentyzm lub prymitywizm.
Odczuwał niezrozumiały niepokój i wiedział, że jutro albo pojutrze zrozumie go.
Odeszła, cofając się wolno, tyłem, jak teatralny paź.
Odkąd ich w ogóle zauważyła, zaczęła popiół i śmiecie zrzucać im na głowę.
Odległość między nimi nie zmniejszała się.
Odmy w prawym płucu doc.
Odnajdywała go wszędzie i ciągle, ze zwierzęcą, jasno widzącą pewnością.
Odpowiedział wolno: - Możesz.
Odpowiedziała: „Dobrze”.
Odprowadził ją do drzwi.
Odsunął ją miękko, aby rozciągnąć tę chwilę jak gumę i głaskał ustami własne ramię.
Odsunęła się stała przy nim.
Odwrócił głowę, bo słońce świeciło mu w oczy.
Oglądam się co rano w lustrze.
Oglądam w lustrze wygniecioną twarz.
Oglądał ją więc i myślał: — To ją powinno trochę przynajmniej denerwować.
Ogół kobiet, jeśli chodzi o miłość, jest przerażająco niesentymentalny.
Ojciec jęczy.
Ojciec przyjdzie tu za jakieś pół godziny.
Ojciec wziął jednego za uszy.
Okresy, kiedy się leży na samym dnie.
On by chciał, żebyśmy czekali tysiąc lat.
On czekał, jak prawie zwykłe, na Ewę.
On doznał wrażenia, że stopy jego puszczają korzonki, że jest wrośnięty w ziemię.
On mi się trochę podoba.
On mnie nic nie obchodził, ten Otto.
On nie robił z tego tajem nicy.
On przemawiał do siebie: — Emil, uspokój się, głaskam cię po włosach.
On przychodzi do mnie jak do kurwy.
On pytał: — Jak szłaś tak przez miasto, dziewczynko? Ona milczała, rozpinała płaszcz.
On siedział, jej głowa leżała na jego kolanach.
On się kręcił, ten garbus, dookoła mnie.
On się zmieszał i powiedział: - Mogą być na wszelki wypadek.
On też był pierwszym i ostatnim rektorem Uniwersytetu.
On wszedł w nią całkiem i ona odczuwała go, jak psy chiczny płód.
On zauważył, że ona ma często w palcach skurcz naczyń.
On załatwił na mnie szybko swoje sprawy.
On ze swoimi mizernymi orgaźmikami.
On znał każdy labiryncik jej psychiki i rów nocześnie odkrywał coraz nowe.
On „żyje” z nią.
On: — Co „nigdy więcej”? Tego nie zobaczysz.
Ona była wściekła i zmęczona poznawaniem tylu ludzi.
Ona cię przecież kocha, mówisz, mimo że się do tego nie chce przyznać.
Ona jemu — swoją fotografię.
Ona jest córką ekonoma i kocha naczelnika stacji.
Ona jest miła i dość ładna kokotka.
Ona już spała, a on słuchał, czy oddycha, czy nie umarła.
Ona klęka.
Ona krzyknęła: — Jakie ładne suknie! — i podeszła do wystawy.
Ona ma to okresowo.
Ona myśli: — Wieś.
Ona nie znosiła dotyku.
Ona popatrzyła na jego twarz i przestraszyła się: była tak zmieniona, upiorna.
Ona pytała: — Skąd się tu bierzesz? — i nie mogła tego zrozumieć.
Ona wie, że my chodzimy razem.
Ona wsunęła mu rękę pod ramię ruchem łagodnym i zdecydowanym.
Ona, która go zrozumiała zbyt wąsko: — Ooo, tak.
Onanizowałam się na próbę.
Oni nie przestają mówić o tym, ile kosztuje marmolada.
Oni usiłowali prowadzić z nią rozmowy i udawało im się czasem objąć ją wpół.
Opierała się na jego udach.
Opowiadają, że odznaczyłem się w pewnej bitwie.
Opowiadał szeroko o jej piersiach w swoich wykładach na Universite Perverse.
Opowiedzieli sobie kilka dowcipów, kilka plotek, nieco ciekawostek naukowych.
Opuścił powoli swoje przezroczyste oczy i jego usta stały się jeszcze bardziej wąskie.
Opuściła włosy gwałtownie, tak że zakryły jej twarz.
Ostry szum maszyny do strzyżenia trawników.
Otarli się o siebie milczą co policzkami i Emil poczuł bardzo lekki zapach perfum.
Otworzył drzwi, szedł wolno w piżamie wzdłuż korytarza, wykładanego zielonym linoleum.
Otworzył oczy.
Otóż Ewa odkleiła ten list wieczorem.
Otępienie urwało się.
Oświadczam: Ja — się — na tym — nie — znam.
Pa Janek.
Pacjent miał już otworzony brzuch, w którym było widać tylko żółto- -białą masę.
Padał deszcz, gdy wyszli ze szkoły.
Pamiętała tylko jodły z tamtej nocy.
Pan zaczął ją z lekka ruszać i całować, ale był to widać początkujący pan.
Panie Boże itd.
Papier jest bezczelnie biały.
Patelnia.
Patrz tak, aby nie zauważył tego.
Patrzał na wskazany napis.
Patrzyła, jakie to na nim robi wrażenie.
Pauza.
Pchał go sanitariusz.
Pewien mądry człowiek o chrystianizmie: „Stal można złamać, guma jest niezwal- czona”.
Pewnego razu ojciec zawołał go i powiedział: — Wiesz Emil, będziesz miał brata albo siostrę.
Pewnego razu ona mówiła do niego: — Opowiem ci jak to było.
Pewnego razu ona powiedziała do niego: — Twoje wargi wyglądają jak pół owoce, pół zwierzęta.
Pewnego razu powiedział do niej: — Istnieje jeszcze rzecz, którą zataiłem przed tobą.
Pewnego wieczoru zdarzyło się tak, że Emil odprowadzał Ewę do domu.
Pewno kłamał.
Pianista dlatego nie może grać, bo zdaje sobie sprawę, że może nie móc.
Pieczenie gorącej oliwy, ale nie bardzo.
Piekło w domu.
Pisali do siebie listy, począwszy od trzeciego miesiąca znajomości.
Pisali je w domu i przynosili na spotkania, pisali je nawet czasem na spotkaniach.
Po chwili zdjął słuchawki z uszu i był zdziwiony.
Po chwili: — Ja wiem, co teraz będzie.
Po chwili: — Kochasz mnie? — Nie.
Po co ja się z nim w ogólę zadaję?
Po czym całkiem cicho: — I nauczy się pan rezygnować z efektów.
Po drodze mrużył oczy, które wydawały się jak wprawione.
Po kwadransie była wyleczona.
Po prostu nie miałam z kim pojechać kajakiem.
Po prostu on był jak przyrząd.
Po prostu przestał dlatego, że Emil przestał.
Po prostu to nie było ważne.
Po prostu zmiana ról wytrąciła cię z równowagi.
Po takim przeżyciu dostaję zawsze ataku histerycznego.
Po wybuchu śmiechu zaci nało się coś w niej: zegar, który przestał nagle chodzić.
Poczuł strach.
Poczuł, że ktoś wszedł.
Podbiegał do tego, kogo się bał, aby już szybko był z tym koniec.
Podczas kolacji, w sali jadalnej, było cicho, bo jedzono kurczęta; to wymagało skupienia.
Podczas kolacji: — Hm, prawda, pytasz.
Podczas śniadania zobaczył, że narzeczony Krystyny jest dziobaty.
Podeszli do niej i poczuli obaj ostry za pach, jaki wydziela podniecona kobieta.
Podeszła do niego.
Podniosła głowę.
Podniósł się i pocałował ją w usta.
Podobnie kobiety: jeden świat dla mężczyzn, drugi dla siebie.
Podpisując się, kładł kropkę po podpisie.
Podszedł do fortepianu dziwnie miękko.
Podszedł do mnie z miną czarnoksiężnika, dotknął mi sutki i też strzeliła iskra.
Podszedł do niej.
Podszedł do stołu i — nie patrząc na pole operacyjne — ujął delikatnie jelita.
Pogląd na istoty żywe: witalizm z pewnymi zastrze żeniami.
Pokarm wchodzi w nas, gdy jemy, i sprawia to nam przyjemność.
Pokazuję ci ciągle moje słabe i bezbronne strony.
Pola musiała nim potrząsać, zanim oprzytomniał.
Pola złapała Emila za rękę: — Coś ci muszę powiedzieć.
Pola, która to usłyszała: — Idę też.
Pomagał jej zapiąć biustonosz.
Pomyś lał o Klarze: z lekka obskurna, o wydatnych piersiach.
Ponieważ był gruntownie pijany, więc nie mógł uciekać.
Ponury, pełen nie spodziewanych blasków.
Popatrzył na Emila z wielkim zdziwieniem.
Posadził ją na kolanach.
Postanowili iść do domu.
Postanowił iść do niego.
Postanowił na wszelki wypadek czekać podczas wszystkich pauz.
Postanowił pisać o morzu, o jechaniu okrętem, bo uważał, że to też była wycieczka.
Postanowiła, że się od niego nie odczepi.
Poszedł do domu.
Poszedł do łazienki i mył się zbyt długo.
Potem Emil zeszedł bardzo blady i uśmiechnął się: — Moja mama umarła.
Potem Janek go pocałował w szyję, a raczej musnął ją delikatnie wargami.
Potem już było miasteczko i kawiarnia.
Potem kłótnie, przypominające sceny małżeńskie.
Potem listy, listy, listy.
Potem następuje uzasadnienie, jak zwykle przekonujące, ale nieprawdziwe.
Potem obróciłam się do ściany i chciałam spać.
Potem opadł i zaczął się tlić.
Potem podszedł jakiś typ w dżokejce: — Państwo tu względem czego? — Względem niczego.
Potem pomału ściągnął rękawiczkę i wyszedł, chwiejąc się.
Potem powiedział: — Pogadamy o tym dokładnie wieczorem.
Potem położył ołówek i papier przed sobą, co nie było jego zwyczajem.
Potem przestał.
Potem siadł nagi przy fortepianie i zaczął grać.
Potem smutno: — Ja wcale nie mam własnej duszy.
Potem szedł dalej, potem znów zaczynało się wszystko od początku, potem otworzono drzwi.
Potem ty wyjdziesz.
Potem ubrał się i wyszedł.
Potem ubrała się też.
Potem usnął.
Potem wszystko ucichło.
Potem wyjął watę.
Potem zachowywał się całkiem zwyczajnie.
Potem zaczęła je bić po tyłku i biła je długo.
Potem zawrócił pomału i poszedł w stronę parku.
Potem znów będzie zdrowy.
Potem zrobił w ścianie dziurę gwoździem na znak tego zdarzenia.
Potem: — Przepraszam cię.
Powiedz lepiej.
Powiedział do mnie z zamkniętymi oczami «Przynieś swój pamiętnik.
Powiedział szeptem: — Ludzie z gumowymi wężami.
Powiedziała zmęczonym głosem: — Muszę jeszcze powtórzyć łacinę.
Powiedziała: — Jesteś komediant.
Powiedziałaś: — Dlatego mnie lubisz, bo jestem zła.
Powiesił jej płaszcz w przedpokoju.
Powitał ich śmiech: wszyscy byli trochę podchmieleni.
Powoli przerzuca swoją przeszłość, swoje rozmowy z dziećmi.
Powoli, powoli, myślisz, opanujesz ją.
Poza tym jest Anna, matka.
Poza tym jest skąpy.
Poza tym posyłali do siebie Józię, młodą pokojówkę Emila.
Poza tym przy stosunku zachowuje się też dziwnie.
Poza tym w niektórych miejscach akompaniament o tyle tylko.
Poznają świat w dużej części poprzez mężczyzn.
Poznali się w konserwatorium.
Poznam ich.
Pozorną lub prawdziwą.
Pozwoliła się łaskawie pocałować, patrząc na latarnię.
Pożegnali się i Emil wrócił nad rzekę i wrócił do Sokra tesa.
Prawda, Liza? — spytała siostrę.
Prawda, że jest przyjemny?
Prawda? Biedny Bóg.
Proszę sobie wyobrazić, że jest chory, który umrze, jeśli się czegoś nie postanowi.
Przechodzimy w gęsty kolor turkusowy, kałamarnica o bladoniebieskich i bladozielonych światłach.
Przechodziły koło niego kobiety i, jak komety, ciągnęły za sobą smugi zapachów.
Przecież one chyba nie robią tego tylko dla forsy? Jesteś bał wan.
Przecież wiesz, że nie będziesz jej czytał.
Przeciwnie powinny nosić krótsze od innych.
Przeciwnie.
Przed snem zaglądał pod łóżko, czy tam ktoś nie leży.
Przepraszam cię, ale koperta jest zaklejona.
Przeszedł szybko przez Verne’a i Maya do powieści kryminalnych.
Przeszli szybko na „ty”.
Przeważa członek.
Przez chwilę chciał jej to wytłumaczyć.
Przez okno leje się woda i kapie na mnie.
Przez pewien czas udawali, że nic nie czują.
Przez pięć minut nie mógł znaleźć w szafie kapelusza.
Przy nim jest klęcznik.
Przychodzi do mnie wtedy, gdy w domu są awantury.
Przygotował się kretyn do tej nocy bohaterskiej jak toreador.
Przygotowałem Ci niespodziankę.
Przylgnął do niego zły oddech dwóch tysiącleci.
Przynajmniej teraz nie.
Przypominasz mi lalkę, którą miałam, gdy byłam mała
Przypomniał sobie dwa nazwiska: Ludwig Klages i Theodor Lessing.
Przypomniał sobie, że jej koleżanki opowiadały mu o jej pretensjach aktorskich.
Przyszła z plaży w dziewczynkowatej sukni, którą nosiła, gdy miała piętnaście lat.
Przytrzymaj mu nogi.
Próbujemy zakrzyczeć prawdę.
Próbuję zajść z jednej strony, z drugiej.
Puść mnie.
Półhalucynacje, które były zmieszane z drzewami w parku, z bawiącymi się dziećmi, z ulicami.
Płacząc i rycząc.
Płynęli od latarni do latarni.
Radio grało z daleka na pełnym głośniku łzawy szlagier, ohydnie sentymentalny.
Raz przyniósł fotografie porn.
Raz w górze, raz w dole.
Reszta jest prawie napisana.
Robi pan same gwiazdy, pointy.
Robię po prostu bilans.
Robiły wrażenie zbytecznego dodatku.
Rok urodzenia.
Rozluźnia skurcz naczyń, zmniejsza ciśnienie.
Rozmowa.
Rozpinał jej bluzkę, a ona pozwalała na to.
Rozpinał jej suknię, która była łatwa do rozpinania.
Rozstawione daleko od siebie.
Rozumiem, że to zależy od kategorii, ale powiedz.
Rozumiesz.
Rzadko są uczonymi albo wielkimi artystami.
Rzuć im coś w łeb.
Różne rodzaje ciemności, poprze- rzynane błyskawicami.
Różowe koła ze światła i krwi toczyły się jak baletnice.
Ręce za szybą i grysik, którym go karmiła służąca Marysia.
Sama nie wiem, co piszę, taka jestem ostatnio roztrzęsiona.
Samoloty.
Schowali się na centralnej poczcie, w dużej hali.
Sen spełzał powoli z jej oczu.
Siada na moim łóżku i siedzi.
Siadał pomału, gdy nagle odczuł nienawiść wobec poko jówki Józi.
Siadł na ławce, zamknął oczy.
Siedzieli milcząc, zanurzeni w zapachu kobiety, która stąd odeszła.
Siedzieli tak i nie myśleli o niczym.
Siedzieli wczoraj wieczorem w parku i trzymali się jak zakochani za ręce.
Siedzę w kącie.
Siedzę więc w kącie na łóżku, jak osaczony kot.
Skończył i pokój był przesycony zapachem kasztana.
Skończyła pierwszy rok chemii.
Spałam z nią zawsze, mimo że miałam ładniejsze.
Spojrzenie Ani.
Spotkali się na korytarzu, Krystyna uśmiechnęła się, przedstawiła go narzeczonemu i powiedziała.
Spotkał tam Alinkę, córkę znanego logistyka, przyjaciela ojca.
Sprawiało im przyjemność ryzyko, że zostaną zobaczeni.
Sprawiało jej to dużą przyjemność.
Stacja jest domkiem z małym ogródkiem.
Stali we troje, ale tylko Emil patrzył na trupa.
Stanął pod drzewem, przed oczami miał oświet lony prostokąt: brama.
Stanął przed nią i powiedział: — Dalej nie pójdziesz, aż się nie wyplączemy z tej.
Stanęli przed nią i zawahali się.
Stanęła.
Stary jest uroczy i komiczny.
Stary podział godzin znał na pamięć.
Stał i jesienne słońce świeciło na niego.
Stał przy mikroskopie, na biurku leżał stos otwartych książek.
Stefania czytała na głos wolno i uroczyście.
Stoi mały ołtarzyk.
Stoi na fortepianie.
Stosunek z nim nie sprawia mi ani połowy takiej przy jemności, jak z P.
Stosunek z nim nie sprawia mi w ogóle żadnej przyjemności.
Stołu nie było.
Stracił całą ochotę na nią.
Stół Emila: maszyna do pisania, bałagan, papiery.
Szczęście, że byl park, przez który ona musiała przejść.
Szepty zapełniły mały park.
Szeroko otwartymi oczami patrzała prosto w słońce.
Szkoda, że tu w hotelu nie ma nocników.
Szkoda.
Szli obok siebie w milczeniu.
Szli obok siebie, nie mówiąc wcale.
Szli przez miasto.
Szli ulicą.
Szli łagodnie i lekko pijani.
Są stłoczone i nie mają tla.
Są uprzejmi nawet wobec mnie: to jest najgorsze.
Są, zdaje się, w jednym wie ku.
Słowem: pies, który dużo szczeka, nie gryzie.
Słyszał jej mruczenie bulgocące cicho w gardle, jak.
Słyszał, jak szła po schodach, jak otwierała drzwi.
Słyszysz, jesteś lalką z rozbitą głową!
Słyszę i nic nie rozu miem.
Słyszę tylko hałas.
Słyszę, jak czas przepływa za plecami, jak gdybym leżał nad brzegiem rzeki.
Ta sama, co u Emila na fortepianie.
Tak było zawsze.
Tak dokładnie opisywałeś, jak lubisz kiszkę kaszaną.
Tak głęboko weszła w swój trans.
Tak jest.
Tak mu powiedziałam.
Tak przyjemnie.
Tak się cieszę.
Tak to się nazywa.
Tak to trwało może kwadrans: nie całując się, dotykali się nawzajem wargami.
Tak, jakby ich w ogóle nie słyszała.
Tak, zwariowałam.
Taki idiotyzm.
Takie zwyczajne „nie”, ani patetyczne, ani ciche, i tym „nie” przywiązała go do siebie.
Takie, co to nie chodzą po ulicy, co siedzą w domu.
Tam są Anka i Rena i one go poznają.
Te jej dziwne cechy.
Te rozmowy, urwane w środku.
Te trzy książki czytał na zmianę.
Tego spotkania, po którym nie mogła już od niego odejść.
Tej reguły nie warto już opisywać, tak jest znana.
Telefon dzwonił długo, bardzo długo.
Telefon zadzwonił znowu.
Temat zadania szkolnego: „Opisać wycieczkę”.
Temperamenty: spala się w każdym zdaniu, napisanym czy wypowiedzianym, i odradza się w następnym.
Temu człowiekowi została tylko Biblia.
Ten drugi pojechał na wakacje.
Ten hałas mnie męczy.
Ten idiota lekarz dyżurny myśli, że będę od razu chciał popełnić samobójstwo.
Ten idiota myślał, że to skrzep, i próbował operować.
Ten moment, kiedy ona powiedziała: — To w parku nie sprawiło mi przyjemności.
Teraz już się tak nie.
Teraz neurolog po raz pierwszy popatrzył na Emila.
Teraz powiedz, dlaczego jesteś zły? — Bo on cię.
To był zły obraz, kicz.
To była Ela, o jasnych włosach i oczach, w piżamie.
To była jedyna rzecz, oprócz Ewy, na którą zwrócił uwagę.
To była wstawka.
To byłaby trzecia skrobanka.
To było nieoczekiwane.
To było powiedziane głosem, który nie powstał w krtani; głosem brzuchomówcy.
To było powiedziane takim tonem, że powinno jej się było wielu rzeczy odechcieć.
To było powiedziane w ten sposób, żeby on myślał inaczej.
To było przyjemnie niekonsekwentne, bo postanowił się stąd wyprowadzić ze względu na małą.
To było skończone.
To było też rytualne.
To było świństwo, że mu nie kupiono psa.
To chodzenie na spacer było jeszcze nudniejsze niż siedzenie w domu.
To chyba nie jest sodomia.
To ci też nie wolno.
To dobra oznaka, ale mnie to bardzo męczy.
To jak łykanie śliny, gdy się chce pić.
To jest błędne koło, z którego nie ma wyjścia.
To jest chodzenie po ostrzu brzytwy, fantastycznie wąska via media.
To jest jasne.
To jest nienormalne.
To jest nieokreślone, ale pewne.
To jest potrzebne dla uczynienia mnie nieżywym, abym się zmieścił do jakichś tam książek.
To jest znowu nieznane miasto i obcy zapach.
To komiczne, że mama miała siedemnaście lat.
To komiczne, że wszedł do mnie.
To mu na chwilę zacisnęło oddech.
To nie były nogi żywej dziewczyny.
To nie jest ważne.
To nieważne, czyja będę o tym wiedziała, czy nie.
To się zdarzało bardzo rzadko, i dlatego była niespokojna.
To sięgało w samo dzieciństwo, ta niemożność urwania w środku, zatrzymania się, skończenia.
To szeroki temat, ale nie tak trudny, jak się rodzicom wydaje
To wszystko po to, aby nic nie słyszeć.
To wszystko.
To wystarczyło, aby się Emil nią zainteresował.
To znaczy nie miziała się z żadną.
To zrobiło na mnie wielkie wrażenie.
To, co zobaczył, poza śmiesznością jej pozycji, było dziwne i poniosło go.
Tobie się podobał ten głos.
Toccata C-dur poszła niespodzie wanie łatwo; całuję codziennie adagio na dobranoc.
Traktuję cię jak dziewczynkę, bo nią trochę jesteś.
Troje zaczerwienili się z całkiem różnych powodów.
Tropiła go jak pies, chodziła za nim jak lunatyczka.
Trudno uwierzyć, że ktoś tam mieszka.
Trupy leżą na drodze, która mnie od nich dzieli, jak progi kolejowe.
Trzeba będzie samej wyjechać na wakacje.
Trzeba przyznać, że raz na zawsze nauczył się dużo i dużym kosztem.
Trzymali się za ręce.
Trzymał się kurczowo świadomości.
Tu nie jest ważne, kto ma rację.
Tu nie ma sensu przekonywać, tłumaczyć.
Tu nikt nie ma racji.
Tu właśnie Emil przestał pisać i popatrzył na rzekę.
Twierdzi, że wraca za trzy miesiące.
Twierdzą, że ze mną też.
Twój ojciec zaprosił mnie na kolację.
Ty jesteś Narcyzem, ja też.
Ty mnie do tego zmusiłaś.
Ty nie masz tak prawa mówić.
Ty robisz zresztą to samo.
Tyle jest marnych żywotów ludzi o wielkim dziele.
Tyle mam do powiedzenia o tej pani.
Tylko dziś nie ma na to czasu.
Tylko kształty przesuwają się wolno, schodzą i rozchodzą w milczeniu.
Tylko na tematy teoretyczne.
Tylko zachowanie.
Tym się różni genialność życia od genial- ności twórczości.
Tymczasem Adam wypróbował wszystkie pozy, opisane od czasów starokreteńskich do Magnusa Hirschfelda.
Tymi ojcami byli: wielki pisarz, filozof Joachim i cielesny ojciec Emila.
Tysiące turbin nerwowych, gdy ktoś już jest chory.
Tłukli i pieścili ją oboje na przemian; na złość sobie, nawzajem.
U jednego zobaczyła erekcję.
U nas w domu.
U wszystkich coś szwankuje.
Ubrana była w prostą suknię dorastającej smarkuli.
Ubrał się i wybiegł.
Uciekającego najczęściej goni się.
Uczyli się na ganku, gdzie cuchnęło, ale oni nie zauważali tego.
Uczynił jeszcze jedną próbę, która, wiedział o tym, mogła tylko zaszkodzić.
Udawały mu się czasem cięte odpowiedzi, ponieważ dużo czytał.
Uderzył ją w ramię.
Ujął go pod ramię i potrząsnął.
Ukradła ci mózg.
Umawiała się z różnymi chłopcami, dawała się czasami całować; bez przyjemności.
Uparł się i powiedział, że nie chce widzieć tego kretyna, dyrektora.
Urządzała go cały rok: wszystkie pieniądze wydawała na maskotki — same koty, tylko jedna małpa.
Usiadł na fotelu, ona usiadła na poręczy.
Usiadł na leżaku i zamknął oczy.
Usiadł.
Usiadła, otworzyła oczy i popatrzyła na niego po raz pierwszy.
Usiedli i ławka była jeszcze ciepła.
Usiedli po obu stronach balonu i pocałowali się ponad nim.
Usiedli przodem do wnętrza koła, na złość.
Usiedli razem na łóżku i oparli głowy o ścianę.
Usiłował nie wziąć tego na serio.
Usłyszał jeszcze za sobą zawstydzony głos Filipa: — Przepraszam kolegę na chwilę.
Uważam, że nie jesteś już normalny.
Uważał, że to są formy przymusu.
Uwielbiał tę pozycję.
Uśmiechnął się tak, aby to mogło na wszelki wypadek wszystko oznaczać.
Uśmiechnęła się.
W ciemności czuł się jak w dużej wodzie i bał się zanurzyć w sen.
W co chcesz.
W drzwiach stała Ela.
W ich włosach rosną wodorosty, w granatowej, połyskującej wodzie.
W intensywnej czerni całują się dwa papierosy.
W końcu mówił: — Mamo.
W końcu obraz zaczyna wirować, już znikł.
W końcu pożegnali się, umówiła się z nim na jutro.
W końcu przyszedł z miną pokorną, zbyt pokorną.
W końcu wróciła.
W końcu zostaje tylko jedna.
W kraju, gdzie nie było Ewy, duch unosił się nad wodami i niepokojem.
W kącie stało składane łóżko.
W latarniach, które były wmurowane do bram domów, syczały kaganki.
W nocy miał sen.
W operacyjnej paliło się niebiesko-białe światło.
W ołtarzyku, wśród polnych kwiatów, wisi fotografia Ewy.
W pokoju Janka kasztan wsadzał głowę przez okno.
W przedpokoju zauważył, że pada deszcz.
W punktach kulminacyjnych robił diminuen- da, co było jego nowym odkryciem.
W strachu i wściekłości bełkotał: — Tylko ja.
W sumie to nie wiem na ile to naprawdę Google.
W tej chwili wszedł Filip zupełnie tak, jakby wchodził po raz pierwszy.
W ten sposób ich dialogi stawały się coraz mniej zrozumiałe dla otoczenia.
W ten sposób zmieniano swoje „ja”.
W tym czasie czytał już książki.
W tym miejscu całuje mnie już ósmy chłopak.
W tym momencie zauważył, jak Ewa rusza wargami.
W łóżku pracować mi zbrzydło.
W łóżku próbował sobie przypomnieć, jak wygląda.
W ścisłym znaczeniu może być prawdziwe tylko zdanie, i to w sensie logistyki.
Waga po prostu.
Warczała jak pies, któremu zabierają kość; kością była jej zupełna samotność.
Wchodzi do szkoły podczas lekcji.
Wczoraj byłem u znajomego.
Wczoraj czytała po raz pierwszy Rimbauda „Statek pijany” i Verlai- ne’a „Pieśń jesienną”.
Wessała Emila kompletnie i bez żadnego trudu.
Weszli do bardzo ciemnego parku.
Wiatr wieje między twoimi włosami, jak między gałęźmi nadmorskich krzaków.
Widok pociągów, które przejeżdżały z hukiem przez most, wywoływał w niej strach i niepokój.
Widzi go ze wszystkimi szczegółami.
Widziane z bliska, zakrywały połowę mostu kolejowego.
Widział jej twarz.
Widziałam go, jak miałam sześć lat.
Widzisz, mnie, mój drogi, jest bardzo trudno stworzyć człowieka.
Wieczorem ludzie siedzieli przed bramami domów, a pary leżały nad rzeką, na wyłysiałych łączkach.
Wiedział, że przyjdzie za pół godziny.
Wielki Pisarz.
Wiesz o tym i wiesz też, że ona cię kocha.
Witkiewicz nazywa to napięciem kierunkowym w malarstwie, można domyślić się ładnych ud.
Więc byłam u niego.
Więc on się koło mnie położył i leżał.
Więc padał śnieg.
Wkradała się jak kot tylnym wejściem, aby nie mówiono do niej.
Wokoło chodzą uważnie strażniczki cienia — prostytutki.
Wprawdzie nie tak intensywnie, jak ty.
Wraca i mówi: — To był telefon z kliniki.
Wracam do domu.
Wracała do domu.
Wrócili na obiad.
Wrócił do pensjonatu, który nazywał się „Złocień”.
Wrócił do pokoju.
Wróciła do grupy chłopców i dziewcząt, krzyknęła: — Twoja towarzyszka ma śliczną sukienkę.
Wsadził głowę między jego liście, i to mu przyniosło ulgę, bo męczył się bardzo.
Wspaniałego.
Wstali.
Wstał i wyszedł z pokoju, omijając Elę szerokim lukiem.
Wstał, podszedł do okna i zobaczył niebieską mgłę.
Wstydziła się jeszcze, gdy spała, to znaczy, nie chciała być widziana śpiącą.
Wstydziłam się.
Wszedł na salę operacyjną bez słowa, jakby jeszcze spał.
Wszelkie nazwy będą fałszywe.
Wszystko bierze dosłownie.
Wszystko oglądał na nowo, jakby dawno nie widziane, jakby na nowo odkrył.
Wtedy Emil zrobił nieokreśloną minę i rozbeczał się.
Wtedy nie płakał.
Wtedy ona uszła jeszcze kilka kroków, z uśmiechem zawróciła i znalazła go, bez szukania.
Wtedy przebiegł go dreszczyk, jak mała mysz, wzdłuż kręgosłupa.
Wtedy psuję go, i nagle zaczyna się w nim coś poruszać.
Wtedy robiły się niebieskie.
Wtedy właśnie zaprzyjaźniła się z kuzynką Joanną, starszą o siedem lat.
Wtedy zrobiło mu się bardzo sucho w ustach.
Wtedy, kiedy ty ze Stanisławem.
Wtem on odwraca głowę.
Wtem otworzyły się drzwi i weszła matka Emila, mówiąc: — Jak ładnie grasz dzisiaj.
Wtem otworzyły się drzwi.
Wtem poczuł, że coś się niedostrzegalnie zmieniło w nim albo poza nim.
Wtem w krzakach, tuż obok, niesamowity pisk.
Wybrał jedno i zamienił z krzesłem ojca.
Wybuchała z nich wtedy nienawiść.
Wycieczka w cudzy mózg i to w jaki.
Wyciekam z siebie powoli, zostaje miękka skorupa, zdeformowany kształt.
Wyciągał ramiona, mruczał, prychał, wyginał kręgosłup jak łuk.
Wydaje się, że dzieje ludzkości coraz to bardziej przypominają historię ucznia czarnoksięskiego.
Wydawało mu się, że dał się nabrać, że wygłupia się.
Wydawało mu się, że gdy ją straci, umrze.
Wydawało mu się, że jest martwy.
Wydał cichy syk, ujął jej dłoń, pociągnął ją w dół i upadła na niego.
Wyglądała wtedy tak: cierpiała na zanik nosa na perkato.
Wykładam mu dziesięć razy dziennie, jak się ma zachowywać.
Wyloty rynien — potwory z otwartymi paszczami.
Wymiotować się chce.
Wyrasta ze mnie powoli, jak roślina, żywię go, napycham go sobą.
Wyrwał dwie kartki z zeszytu i pisał: „Postanawiam dużo o sobie wiedzieć.
Wyszli.
Wyszła w towarzystwie koleżanek.
Wyszła ze szkoły o jedenastej.
Wziął ją na ramę i pojechali.
Wziął ją pod rękę.
Wziął nóź kuchenny i podszedł do niej.
Wzruszył ramionami.
Włazić w skórę innych.
Właściwie tego nie warto mówić.
Właściwie zaczęło się od grania, bo u mnie w pokoju jest rozklekotane pianino.
Włóczenie się jest czynnością rytualną, prastarą, jak miasta.
Włóczenie się w niepokoju ulicami, które odpoczywają, jest rzeczą dobrą, prawie religijną.
Z całkiem innego powodu.
Z chęci pieszczenia.
Z ciekawością bezosobową.
Z daleka zabłysła latarka prosto w oczy i zgasła.
Z konwencjonalno-fizjologicznego punktu widzenia to on mię miał pewną ilość razy.
Z literatury rosyjskiej uznawał tylko Dostojewskiego i Babla.
Z otwartego okna było słychać radio.
Z początku nie mógł tam trafić, bo ja nic nie robiłam, aby mu ułatwić.
Z sonatą B-mol męczę się potwornie.
Z teczkami pod pachą, rozmawiali o przeczytanych książ kach.
Z tych wrażeń żadne nie robi specjalnej przyjemności.
Za drzwiami matka krzyczaia.
Za długo już siedzę.
Za miastem odbyło się wszystko według programu.
Zabić go, czy co? Spytam małego k.
Zachował dużo cech dziecinnych.
Zaczepić ją podczas pauzy.
Zaczerwienili się.
Zacznijmy od monologów.
Zaczyna być kimś.
Zaczyna żyć, jak ciotka-tancerka, tylko lukiem o wiele wyższym i in nym.
Zaczynał odczuwać znużenie.
Zaczął przełykać ślinę i zapatrzył się na chwilę.
Zaczął przylepiać się do niej, zdrabniać jej imię, nazwy części ciała.
Zaczęła się bardzo dobrze uczyć, i to uczyć całymi wie czorami.
Zaczęła się nienormalnie szorować, i to jej zostało.
Zaczęła się też walka o suknie i pokój.
Zaczęło mi się przewracać w głowie, patrzyłem poza nią, za okno, miałem półotwarte usta.
Zaledwie można było rozróżnić zarysy dzbanka i miski na wodę.
Zależało jej na tym, aby była czysto ubrana.
Zamknięte powieki błyszczały, jak zrobione z białego metalu.
Zamknięte są bramy domów i zgaszone światła.
Zamknął oczy ze wstydu.
Zamykam oczy.
Zamykała się na klucz w małym pokoju, który sobie wywalczyła po wielu awanturach.
Zapach łajna jest zapachem życia.
Zapadanie się miękkie.
Zapalił małą lampkę.
Zapamiętał rozbawiony wyraz oczu ojca, gdy docierał do nich.
Zapytała: — Idziesz też do miasta? — Czekam na ciebie.
Zapytałam go, który, czy ten Emil? Nie odpowiedział i poszedł.
Zaraz.
Zatelefonował do Alinki, ale nie było jej w domu.
Zatelefonowałem do niego pierwszy raz od wyjazdu.
Zatkała mu usta ręką.
Zawahali się chwilę i potem poszli dalej, zostawiając głębokie ślady.
Zawahał się i zamilkł.
Zawsze jednak słyszeli, jak nadchodziła bona.
Zaśmiała się, szli na przełaj przez las, który huczał.
Zaśmiała się.
Zbliża się do szafy, gdzie wiszą suknie i płaszcz.
Zdarzenie, które miało miejsce rok temu.
Zdawało mu się, że ma głowę zanurzoną we krwi.
Zdziwiony sanitariusz stanął.
Ze jesteś taki, jak ja chcę.
Ze mną jest tak samo.
Ze zdziwieniem zauważyła, że w jej domu mieszka dwóch starszych chłopców.
Zimna woda była codziennym potwier dzeniem jej „chcę”.
Znajdowali się we własnym oszołomieniu: ty i ja.
Znajdował tylko swoje ręce i swoje nogi.
Znajomy jest wiatr, woń zgniłych ryb, wodorostów i muszli.
Znaleźli duży balon sylwestrowy na środku pustej jezdni.
Znam różne dziewczęta, ale nie spotykam ich prawie.
Znała aż za dużo historyjek z małymi dziewczynkami.
Znów powraca ta mała, nudna męka.
Znów wiatr i deszcz prosto w twarz.
Zobaczymy, czy nagle nie runie.
Zobaczyła jego wywrócone oczy i połyskujące białka.
Zobaczyłbyś, jakby cię ona przepraszała.
Zostaje coraz mniej możliwości, szans.
Zostali wciągnięci w wiatr, który ciął w wirujące płatki śniegu.
Zostawało tylko ciało, jako jedyny środek wyrazu.
Została tylko opancerzona powierzchnia.
Zresztą gówno, czy jest sprzeczna, czy nie.
Zresztą kto wie.
Zresztą nie odbiegajmy od tematu.
Zresztą, nie chciałam, może, może, żebyś ty się zajmował brudną robotą.
Zresztą, wszystko jedno.
Zrobiłaby teraz wszystko, czego by chciał.
Zrobiło na mnie wrażenie.
Zrzucała ruchami nonszalanckimi: królewna rzuca perły w morze.
Zwariowany chodził za psami na ulicy, całował je i lizał.
Zwierzę, któremu utkwiła strzała w grzbiecie; tarza się, biega, ryczy, pluje, krew zalewa.
Zwłaszcza że tak długo mówił Emilowi prawdę.
Zycie przechodzi nam ponad głowami.
a raczej nic nie czuję.
już niech będzie.
«Nieoczekiwane zestawienia» i «potworna wyobraźnia», tak mówił Emil.
«Nikogo nie widzi poza nią» — to nie jest tylko powiedzenie.
Ładnie wyglądasz.
Łażę wzdłuż bulwarów, ale nie pomaga.
Łóżko — sen, śmierć, miłość, narodziny.
Ściany pochylają się nade mną i wyginają, jak widziane przez wodę.
Śnieg byl czysty, nietknięty.
Śnieg padał.
Świat, przeznaczony dla mężczyzn, jest okrutny i „logiczny”, wystawiany na pokaz i na licytację.
Źródłem wszelkiego zła jest świadomość.
Żebracy leżeli w słoneczne dni na trotuarze i spali.
Życie składa się z samych niedziel.
Żyją naturalnie i — być może — lepiej od mężczyzn.
Żyć to jest prawie zawsze „żyć”.
Żyła więc w półśnie.
Żądał, żebym tym razem przyszła na całą noc.
— A czego ty chcesz? — Ja nie wiem, mnie się nudzi.
— A dlaczego się wykręcałaś od tego? — Nie wiem sama.
— A gdyby ci było przyjemnie? — To bym była zadowolona, że poszłam.
— A jak ty się nie przeprosisz? — To trudno.
— A jednak nawet za królestwo niebieskie nie oddałbym jednej chwili pełnej świadomości.
— A kiedy ją będę widział? — Za kilka dni.
— Ale dlaczego musiało być właśnie wtedy? — Nie martwisz się, że było wtedy.
— Ale która rzecz istniejąca nie jest sprzeczna sama w sobie? — Może.
— Ale nie będziesz się ze mnie śmiał? Zmieniam glos.
— Bardzo chcę.
— Bawię się.
— Bo mi nie dałeś znać, że przyjeżdżasz.
— Boisz się siebie samej? — Tak.
— Chcemy cię wziąć na kolację.
— Chcesz iść do kina na „Hotel du Nord”? — Nic nie chcę.
— Chcę stąd iść — powiedziała Ewa.
— Chcę.
— Chodź — zawołał do Ewy.
— Chodźmy już.
— Co do mnie mówisz? — pyta.
— Co ja mam z twojego „już niech będzie”? Najpierw robisz głupstwa.
— Co mi dasz? Tamten odpowiada na serio i poważnie.
— Co musisz? — Tam chodzić.
— Co myślisz o tym, aby Połę wziąć na kolację? Ojciec lubi ładne dziewczęta.
— Co pani zamówi? — zapytał, gdy przyszedł kelner.
— Co teraz będzie? Janek uśmiechnął się i odpowiedział: — Nic się nie zmieni.
— Co teraz będzie? — powtórzył.
— Co to znaczy? Nic nie rozumiem.
— Co u ciebie słychać, to znaczy — co czytasz? — „Złotego osła” i „Ars amatoria”.
— Co zjesz, mała? — zapytał, a ona płakała.
— Co? — Idź, przyprowadź mamę.
— Co? — Teraz ćwiczę mazurek Chopina.
— Czego chcesz? — Ciebie chcę.
— Czego chcesz? — Idź po mamę! Była ogromna, biała, ciepło buchało od niej.
— Czekoladowe? Skinęła głową.
— Czemu się bałaś? — Dlatego.
— Czy bawisz się z chłopcami w parku? — Czasem.
— Czy coś się.
— Czy grasz? — Trochę.
— Czy jesteś silniejszy niż ci chłopcy, z którymi się bawisz? — Fredek jest słabszy.
— Czy w szkole jest ci przyjemnie? — Nie.
— Czy wiesz, że zmieniłaś się? — Wiem o tym dobrze.
— Czy znacie tekst pieśni Schuberta „Der Todt und das Madchen”? Jest dziwnie dwuznaczna.
— Czyja to transkrypcja? — To właściwie wcale nie jest transkrypcja.
— Daj mi odejść, daj mi odejść — prosiła go.
— Depesza.
— Dlaczego ty wszystko psujesz? Obejmujesz samo życie.
— Dlaczego? W tej chwili zadzwonił telefon.
— Dlaczego? — Bo muszę.
— Dlaczego? — Bo ty nie leżysz na dnie morza.
— Do cholery.
— Dobrze.
— Dziewczynko.
— Dziwny przypadek — powiedział poprzez wiatr Emil.
— Dziękuję ci.
— Ewa, znów.
— Ewa, zwariowałaś? W tej chwili pożałował.
— Gdybym był dziewczyną, tobym na pewno był kurwą — pomyślał, ale zaraz wstał.
— I dlatego spóźniłeś się wtedy? Janek patrzył niebieskimi, niewinnymi oczami.
— Idę do domu, możesz mnie odprowadzić.
— Ja będę musiał powiedzieć: „Mama umarła”, chyba tak? Co? Ona milczała.
— Ja ci powiem, czego się boisz: Boisz się stężenia, śmierci — jak wosk tężeje.
— Ja go słyszałem bardzo dawno, tak dawno.
— Ja jeszcze nie skończyłem.
— Ja tak lubię, gdy tobie zaczynają drżeć usta przed płaczem.
— Ja też tak myślę — powiedziała Pola.
— Ja twojego starego bardzo lubię, i to jest w swoim rodzaju morowy typ.
— Ja w ten sposób nie myślałem.
— Jak ja zrozumiem, to będę musiał.
— Jakie jeszcze? Wykrztusiła w końcu: — Poziomkowe.
— Jechać.
— Jedź pan — powiedział, ale sanitariusz nie odjeżdżał.
— Jestem nim też.
— Jesteś dziecko.
— Jeszcze mam zrobić cztery zadania matematyczne.
— Jeżeli będę mógł, to ja się też będę starał.
— Już chcę, mimo tego, że uważam to wszystko za rozpustę umysłową.
— Już jem.
— Kiedy ja się przy tobie rozpływam zaraz.
— Kiedy się zobaczymy? Nie odpowiadała.
— Kiedy? — Dziś albo jutro.
— Kim lubisz być, zbójem czy policjantem? — Lubię być policjantem.
— Klęknę.
— Kto to jest Bernard? — Bernard to jest nakrapiany pies, który zdechł zeszłe go roku.
— Leżymy jeszcze na dnie morza? — Ja tak, a ty nie.
— Lubisz kogoś? — Ale skąd.
— Malinowe? Skinęła głową.
— Mamo, czy odchodzisz? — Nie.
— Masz kolana ośmioletniej dziewczynki.
— Mimo wszystko nie trzeba mi było pozwolić.
— Mimo wszystko zrobiłabyś tak, jakbyś chciała.
— Mnie się wydaje, że ona wyjechała.
— Mogę.
— Możesz chcieć.
— Myślę, że to będzie możliwe, gdy przestanę cię ko chać.
— Mógłbyś zagrać? Zagrał go.
— Na mnie? No, to odprowadź mnie.
— Na początku jest zdanie: wszystko jest możliwe i wszystko jest prawdziwe.
— Nago, jestem pewien.
— Nic nie mówi u cholery.
— Nie było mnie cały dzień w domu.
— Nie bądź śmieszny.
— Nie jesteś chory.
— Nie ma innej rady, jak powiedzieć? — Nie ma.
— Nie mogę się dalej bawić.
— Nie mogę tak powiedzieć, bo to nie jest prawda.
— Nie należy leżeć na trawie.
— Nie należy.
— Nie potrafisz być normalna, dobra? — Potrafię być tylko zła.
— Nie rycz, bo cię zatłukę.
— Nie, nie, mnie to dobrze robi.
— Niech żyje rajfurstwo, pośrednictwo do nierządu itd.
— Nieprawda.
— Niespodzianka.
— No co? — Jeśli ja wyjdę, to nie zbijesz mnie? — Nie.
— No tak, ale on mieszka tam z jedną panienką.
— No, muszę iść do swojej roboty — powiedział Filip i poszedł do swojego śledzia.
— No, ta to się będzie złościć, jak mnie zobaczy.
— No, teraz jesteś dostatecznie zła, więc możemy roz mawiać.
— No, to baw się dalej, baw się pojęciami, jak kulkami.
— No, to bym zrobiła.
— No, to powiedz.
— Odprowadzę cię.
— Ojciec nic o tym nie wie jeszcze.
— One są jak Bernard.
— One wyglądają jak cygara — i Ela była znów niby dorosła, poważna.
— Oto jest twoja myśl o śmierci.
— Patrz, teraz mu wbiję igłę do serca.
— Patrzył, jak się macacie, i brandzlował się.
— Podejdź.
— Pokojówka pomyliła się i zapomniała dać ojcu jedyne miękkie krzesło.
— Popatrz.
— Powtarzam: Niech polityką zajmują się przynajmniej specjaliści.
— Pozwól, mamo, to jest mój kolega.
— Prawda, że się chce wymiotować? Emil poruszył głową w nieokreślonym kierunku.
— Proszę cię.
— Przecież powiedziałeś, że nie chcesz tam iść.
— Przecież sama uparłaś się, że z nim pójdziesz.
— Przecież ty mieszkasz we „Florydzie”.
— Przestań.
— Przyrzekam.
— Przyrzeknij mi, że się nic nie zmieni, myślę.
— Próbowałaś kiedyś malować wewnętrzną stronę skrzydełek nosowych? — Jesteś matoł.
— Psia krew.
— Pójdziesz się bawić.
— Pójdźmy już.
— Rozpusta umysłowa jest potrzebna, aby wyładować irracjonalne części naszego intelektu.
— Samo się bawi.
— Spij, smarkaczu! Zobaczył, że zasypia.
— Stara historia.
— Stój pan — szepnął Emil.
— Tak, nago.
— To było nieuniknione.
— To ja będę udawała, że ty nie płaczesz.
— To ja nie mogę.
— To jest sprzeczne samo w sobie.
— To mi nie pomaga.
— To musiało się tak skończyć.
— To proszę cię, powiedz mi, że się przeprosiłaś.
— To też nie.
— To ty pomóż mnie.
— To, co pan mówi, jest bardzo logiczne, ale w swojej logiczności.
— Twoja mamusia powiedziała, że nie będzie cię więcej biła.
— Tylko w jaki sposób? O mało nie wpadli pod taksówkę.
— Tłumaczyłam ci już sto razy.
— W co się bawisz jeszcze? — W kolej.
— W co? — W klasy.
— W jaki sposób? — Byłem u lekarza i powiedział, że będę mówił nisko.
— Wiem.
— Wiesz, że to niemożliwe.
— Więc czy ja mogę się o coś zapytać? — Możesz.
— Więc przyznaje pan, że w praktyce musi się uczynić wybór? — Jest się zmuszonym.
— Wtedy odpowiem, że wolę ustrój B, ze względu na moją książkę.
— Wtedy, kiedy ja przyjechałem, to było? — Tak.
— Wściekł się, czy co? Emil powoli wstał.
— Z jakiego? — Nie gniewaj się, że będę przykry.
— Z kim? Ja nie lubię w klasy.
— Z kim? — Sam albo z Fredkiem.
— Z moją skłonnością do pisania jest tak, jak z tubą pasty do zębów.
— Zaraz, zaraz.
— Zdaje się, że umiem niektóre rzeczy.
— Zestawienie: twórczość — perła, wywołuje mdłości.
— Zobaczyłem jakąś lalkę, która miała być poprzednio moją mamą.
— Zły jestem.
— Zły jesteś? Przecież masz ładne włosy, zwłaszcza gdy je rozrzuca wiatr.
— tak Go zaklinał i prosił.
— „Opłatek cudzysłowu” należy wziąć w cudzysłów.
” Emil: — Nosisz dzisiaj wstrętne pantofle.
” Istnieje przepaść pomiędzy ich życiem a tym, co wiedzą o życiu.
” Rozpoznał w nocy swoje mieszkanie, idąc boso wzdłuż korytarza, w stronę królików.
” To wszystko leżało w niej, jak kłębek nici — splątane.
„Ja jestem tym wszystkim” — można było o niej powiedzieć.
„Jej nogi były czerwone aż do kolan, wyżej białe.
„Kiedy?” „W niedzielę”.
„Mój chłopcze, mama obiecała mi dzisiaj, że pojadę sama na wakacje.
„Zwariowałaś”.
Sign up for free to join this conversation on GitHub. Already have an account? Sign in to comment
You can’t perform that action at this time.